• Porady
  • Morska farma wiatrowa Baltic Power - Co zyskujemy w 2026?

Morska farma wiatrowa Baltic Power - Co zyskujemy w 2026?

Damian Stępień

Damian Stępień

|

20 maja 2026

Wielkie turbiny wiatrowe na Bałtyku, symbolizujące **baltic power**, generują czystą energię na tle błękitnego nieba.

Morska energetyka wiatrowa w Polsce wchodzi w etap, w którym liczy się już nie sam plan, lecz tempo montażu, logistyka i termin oddania do sieci. Projekt Baltic Power to dziś najbardziej zaawansowana farma offshore na polskim Bałtyku, a jej postęp dobrze pokazuje, jak naprawdę wygląda budowa dużej infrastruktury energetycznej na morzu.

W tym artykule rozkładam inwestycję na prostsze elementy: pokazuję, na jakim etapie jest budowa w 2026 roku, jakie ma parametry, co oznacza dla bezpieczeństwa energetycznego i dlaczego ten projekt ma znaczenie także dla rynku OZE, który w Polsce nie kończy się na fotowoltaice.

Najważniejsze fakty o inwestycji i jej harmonogramie

  • Budowa jest już na finiszu fazy instalacyjnej - fundamenty zostały ukończone, a montaż turbin i kabli trwa równolegle.
  • Projekt zakłada 76 turbin po 15 MW, co daje około 1,14 GW mocy zainstalowanej.
  • Roczna produkcja ma sięgnąć do 4 TWh, czyli mniej więcej 3% obecnego zapotrzebowania Polski.
  • Farma powstaje około 23 km od brzegu, w rejonie Łeby i Choczewa, na obszarze około 130 km².
  • Uruchomienie planowane jest na końcówkę 2026 roku, a serwisowa baza w Łebie już działa.

Na jakim etapie jest budowa w 2026 roku

Najważniejsze jest to, że ta inwestycja przeszła z fazy przygotowań do pełnoskalowej budowy na morzu. Prace lądowe ruszyły na początku 2024 roku, a instalacje offshore rozpoczęły się w styczniu 2025 roku. W praktyce oznacza to, że projekt wszedł w najbardziej wymagający odcinek: montaż dużych elementów konstrukcyjnych, ich łączenie z infrastrukturą przyłączeniową i przygotowanie do testów.

W 2026 roku zakończono instalację wszystkich monopali, czyli głównych fundamentów wbijanych w dno morskie. Potem domknięto także montaż elementów przejściowych, które łączą fundamenty z turbinami i stacjami elektroenergetycznymi. Równolegle trwa montaż turbin, kabli eksportowych oraz kabli międzyturbinowych, a lądowa stacja elektroenergetyczna jest już na ostatniej prostej prac.

To ważne, bo w offshore kolejne etapy są od siebie ściśle zależne. Jeśli fundament, część przyłączeniowa i infrastruktura na lądzie nie są gotowe, nie da się płynnie przejść do uruchomień i testów. Właśnie dlatego w takich projektach postęp mierzy się nie tylko liczbą postawionych turbin, ale też tym, czy cały układ zaczyna działać jako spójny system. Żeby dobrze ocenić skalę tej inwestycji, warto spojrzeć na liczby.

Wiatraki na morzu, symbolizujące bałtycką moc, na tle pochmurnego nieba. Woda faluje wokół żółtej podstawy turbiny.

Jak wygląda skala projektu w liczbach

Parametr Wartość Co to oznacza w praktyce
Lokalizacja Około 23 km od brzegu, w rejonie Łeby i Choczewa Farma nie konkuruje o teren na lądzie, ale wymaga bardzo precyzyjnej logistyki morskiej.
Powierzchnia Około 130 km² To duży plac budowy, na którym równolegle pracuje wiele jednostek i ekip.
Liczba turbin 76 Im więcej jednostek, tym większa produkcja, ale też bardziej złożony serwis i synchronizacja.
Moc jednej turbiny 15 MW To klasa nowoczesnych, dużych turbin offshore.
Łączna moc Do 1,2 GW, czyli około 1,14 GW mocy zainstalowanej Skala porównywalna z dużym źródłem systemowym, a nie z pojedynczą instalacją OZE.
Roczna produkcja Do 4 TWh To energia, która ma pokryć zapotrzebowanie około 1,5 mln gospodarstw domowych.
Horyzont uruchomienia Końcówka 2026 roku Projekt jest już bardzo blisko wejścia w fazę produkcyjną.
Wysokość turbin Ponad 200 metrów To skala, która pokazuje, jak bardzo offshore różni się od typowych instalacji lądowych.

Ta skala nie służy tylko imponowaniu liczbami. W praktyce oznacza zupełnie inny poziom produkcji, serwisu i integracji z siecią niż w klasycznych projektach lądowych. Dla mnie właśnie tutaj widać, że nie mamy do czynienia z pojedynczą farmą, ale z elementem większej układanki energetycznej. Skoro tak, trzeba odpowiedzieć na pytanie, co ta inwestycja zmienia dla całego systemu.

Dlaczego ta farma ma znaczenie dla polskiej energetyki

Najprościej mówiąc, chodzi o większą podaż krajowej, niskoemisyjnej energii bez zajmowania kolejnych dużych obszarów na lądzie. To ważne nie tylko dla statystyk klimatycznych, ale też dla bezpieczeństwa energetycznego. Każdy dodatkowy megawat wyprodukowany w kraju zmniejsza presję na import paliw i wzmacnia odporność systemu na wahania cen surowców.

Ja patrzę na ten projekt przede wszystkim jako na test dojrzałości całego ekosystemu: od portów i producentów komponentów, przez operatorów sieci, po serwis i zaplecze operacyjne. Jeśli taki projekt działa, to nie dlatego, że sama turbina jest duża. Działa dlatego, że zbudowano cały łańcuch wokół niej.

Przeczytaj również: Na co patrzą profesjonaliści, gdy wybierają dla siebie platformy rozrywki online?

Jak offshore uzupełnia fotowoltaikę

Tu właśnie widać coś, co jest szczególnie ważne dla czytelników śledzących rynek energii w Polsce. Fotowoltaika daje najmocniejszy efekt w słoneczne dni i w sezonie letnim. Offshore wind ma zwykle lepszy profil wtedy, gdy słońca jest mniej, czyli jesienią, zimą i nocą. W praktyce to nie konkurencja, tylko układ naczyń połączonych.

Im lepiej zestawimy wiatr, słońce, magazyny energii i sieć, tym łatwiej wygładzać wahania produkcji. Właśnie dlatego takie inwestycje są istotne także dla rynku PV: nie zastępują fotowoltaiki, ale pomagają zbudować stabilniejszy miks. To prowadzi do kolejnego pytania - kto na tej budowie realnie zyskuje poza samym sektorem energii.

Co zyskują firmy, region i lokalny przemysł

W offshore bardzo dużo zależy od local content, czyli udziału krajowych firm i zakładów w łańcuchu dostaw. Tu nie jest to slogan, tylko konkret. Część elementów powstaje w polskich fabrykach i stoczniach, a baza serwisowa już działa w Łebie. Taki model skraca logistykę, zostawia kompetencje w kraju i obniża barierę wejścia dla kolejnych projektów.

W praktyce przekłada się to na kilka rzeczy:

  • miejsca pracy w produkcji, logistyce, montażu i późniejszym utrzymaniu farmy,
  • rozwój kompetencji w polskich firmach, które uczą się obsługi dużych projektów offshore,
  • większą przewidywalność serwisu, bo zaplecze techniczne jest bliżej miejsca pracy farmy,
  • lepsze relacje z otoczeniem, bo projekt prowadzi dialog także z rybakami i mieszkańcami regionu.

Warto też pamiętać o rekompensatach dla rybaków działających na obszarze budowy. To nie jest detal poboczny, tylko normalny element dużej inwestycji morskiej: farma wchodzi w przestrzeń, z której korzystają inni użytkownicy morza, więc bez uporządkowanego systemu współpracy konflikt byłby dużo większy. Dobrze poprowadzony projekt nie udaje, że takich napięć nie ma, tylko je rozwiązuje. A to prowadzi nas do najbardziej niedocenianej części całej układanki: trudności technicznych.

Dlaczego budowa na morzu jest trudniejsza niż na lądzie

Najczęstszy błąd to myślenie, że po wbiciu pali sprawa jest praktycznie skończona. W offshore właśnie wtedy zaczyna się druga, często trudniejsza część. Na morzu wszystko zależy od pogody, okna operacyjnego i dostępności specjalistycznych jednostek. Jeśli warunki się pogarszają, część prac trzeba odłożyć, bo bezpieczeństwo ludzi i sprzętu jest ważniejsze niż harmonogram.

W tej inwestycji w kampanii instalacyjnej uczestniczyło już ponad 80 różnych statków, a po morzu i lądzie pracowało łącznie około 4500 osób. Sam plac budowy to środowisko, w którym jednocześnie trzeba koordynować ciężkie podnoszenia, transport, łączenie kabli, nadzór środowiskowy i wymagania HSE, czyli zdrowia, bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Tego nie da się zrobić "przy okazji".

  • Ciężar elementów jest ogromny - pojedyncze fundamenty ważą nawet ponad 1000 ton, a ich długość sięga około 100 metrów.
  • Pogoda potrafi zatrzymać prace kablowe i montażowe, zwłaszcza zimą.
  • Koordynacja obejmuje morze, ląd, porty, bazę serwisową i operatora sieci.
  • Środowisko wymaga monitoringu hałasu podwodnego, emisji i wpływu na ekosystem morski.

Dla czytelnika to cenna lekcja: duża farma offshore nie jest prostym odpowiednikiem dużej instalacji lądowej. To raczej wieloetapowa operacja przemysłowa, w której każdy błąd kosztuje czas i pieniądze. Skoro tak, warto już teraz spojrzeć na to, co jeszcze wydarzy się do końca 2026 roku.

Co warto obserwować do końca 2026 roku

Najbliższe miesiące pokażą, czy budowa domknie się zgodnie z planem i czy pierwsza energia popłynie do systemu bez niepotrzebnych opóźnień. Z perspektywy rynku najważniejsze będą cztery rzeczy: zakończenie kampanii instalacyjnej, pełne spięcie infrastruktury przyłączeniowej, rozpoczęcie testów oraz formalne wejście do eksploatacji.

  • Domknięcie montażu turbin i kabli - to ostatni duży etap po stronie budowy morskiej.
  • Testy i uruchomienia - bez nich farma nie przejdzie z etapu budowy do realnej produkcji.
  • Stabilna praca zaplecza w Łebie - serwis i operacje będą miały znaczenie przez kolejne lata.
  • Wpływ na kolejne projekty offshore - sukces tej inwestycji będzie odniesieniem dla całego rynku w Polsce.

Jeśli ktoś chce rozumieć przyszłość polskiej energetyki, powinien śledzić właśnie takie projekty, a nie tylko ogólne deklaracje o transformacji. Tu widać realne tempo budowy, rzeczywiste koszty organizacji i to, czy kraj potrafi połączyć OZE, przemysł i sieć w jeden działający system. Dla mnie to najważniejszy wniosek z tej inwestycji: offshore przestaje być wizją, a staje się infrastrukturą, która za chwilę zacznie pracować przez dekady.

FAQ - Najczęstsze pytania

W 2026 roku budowa Baltic Power jest na finiszu fazy instalacyjnej. Zakończono montaż fundamentów (monopali i elementów przejściowych), a równolegle trwa instalacja turbin, kabli eksportowych i międzyturbinowych. Lądowa stacja elektroenergetyczna jest na ostatniej prostej.
Farma Baltic Power będzie składać się z 76 turbin o mocy 15 MW każda, co da łączną moc zainstalowaną około 1,14 GW. Roczna produkcja energii ma osiągnąć do 4 TWh, co pokryje zapotrzebowanie około 1,5 mln gospodarstw domowych.
Farma Baltic Power powstaje na Morzu Bałtyckim, około 23 km od brzegu, w rejonie miejscowości Łeba i Choczewo. Zajmuje obszar około 130 km², a jej baza serwisowa znajduje się w Łebie.
Uruchomienie morskiej farmy wiatrowej Baltic Power planowane jest na końcówkę 2026 roku. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie domknięcie montażu, testy i stabilna praca zaplecza serwisowego.
Budowa offshore jest trudniejsza ze względu na zależność od pogody, potrzebę specjalistycznych jednostek, ogromny ciężar elementów (fundamenty ważą ponad 1000 ton) oraz skomplikowaną koordynację wielu podmiotów na morzu i lądzie. Wymaga też ciągłego monitoringu środowiskowego.

Oceń artykuł

Średnia: 0.0 / 5 · 0 ocen

Tagi

baltic power baltic power postęp prac budowa farmy wiatrowej baltic power morska energetyka wiatrowa polska baltic power znaczenie dla polski farma wiatrowa na bałtyku

Udostępnij artykuł

Autor Damian Stępień
Damian Stępień
Nazywam się Damian Stępień i od ponad pięciu lat zajmuję się analizą rynku energii odnawialnej, ze szczególnym uwzględnieniem fotowoltaiki. Moje doświadczenie obejmuje badania trendów rynkowych oraz oceny efektywności technologii solarnych, co pozwala mi na dostarczanie rzetelnych i aktualnych informacji. W swojej pracy koncentruję się na uproszczeniu skomplikowanych danych, aby każdy mógł zrozumieć, jak energia słoneczna może wpłynąć na nasze życie i środowisko. Jako doświadczony twórca treści, dążę do obiektywnej analizy i weryfikacji faktów, co jest kluczowe w szybko zmieniającym się świecie energii odnawialnej. Moim celem jest zapewnienie czytelnikom wiarygodnych informacji, które pomogą im podejmować świadome decyzje dotyczące energii i fotowoltaiki.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz